nie osiągnąłeś
nawet nie śmiałeś
nie wyciągnąłeś rąk
chociaż mogłeś
straciły świeżość
pragnienia białe
dziś mrok i bezruch,
dziś mgła i obłok
nie wyzwoliłeś
przegrzanej duszy
z resztek stygnących
popiołów białych
ze słowa wczoraj
ze słowa jutro
gdy słowo dzisiaj
gdzieś się rozwiało
coś się rozmyło
coś zasoliło
i nawet nie wiesz
skąd takie łzy
skroplone słowa
spływają w ciszę
jak zawsze kiedy
jak zawsze gdy
karmisz się złudą
jaskółczych skrzydeł
żeby przefrunąć
przez chore sny
czepiasz się w locie
kapsuły czasu
co wznosi wyżej
niż siwy dym
