czwartek, 21 maja 2026

Ratunek sumienia

 wciąż się zastanawiasz dlaczego

ten cień nie cień duch nie duch

pozdrowił cię słowami

witaj poeto


nie popełniłeś nigdy wiersza

zastanawiałeś się tylko nieraz dlaczego

niebo ma kolor zielony a trawa niebieski

i czy aby nie z takiego właśnie

postrzegania świata bierze się niemożność

odróżniania rytmu pulsującego serca

od stukotu kół w wiecznej drodze donikąd


chowasz w kieszeni trącony nogą kamyk

upajasz się pięknym kłamstwem

że w ten sposób dajesz mu nieśmiertelność

przyglądając się robakom zastanawiasz się

co najbardziej lubią jadać na śniadanie

a dołączając myślami do kołującego

w kosmicznym chaosie klucza pisanych

atramentem znaków osiadasz słowami

na pięciolinii kartek przechowanego

na dnie szuflady szkolnego zeszytu

ale czy to powód

by wyzywać cię od poetów


jeżeli kiedyś jutro pojutrze wkrótce

zdecydujesz się powitać samego siebie

takim właśnie pozdrowieniem

będziesz miał prawo spojrzeć bez lęku

w oczy szklanej kuli


wtedy tak

wtedy pewnie tak



środa, 20 maja 2026

KONIEC DŁUGIEJ NOCY

 Moje lęki zbolałe,

moje sny nieszczelne.

Świt sączy surowicę, zabliźnia spękania.

Na linii horyzontu mgła z angielskiej wełny,

za nią wyspa się kryje,

jeszcze niepoznana.


Chcę dotknąć tajemnicy,

odczarować dotyk

i uwierzyć, że przyszłość nie czeka na próżno.

W białym piasku zamierzam odcisnąć ślad stopy,

by marzenie przestało być

wyspą bezludną.


Zatracę się jej deszczach,

w jej dzikich owocach,

sprawię, że na tej wyspie pojawi się człowiek.

Prawdziwy, nie ten z wizji niedospanej nocy.

Ty pierwsza tam dopłyniesz,

a ja tuż po tobie.


Przyszłość z kart wywróżona

będzie czekać na nas,

ślad na piasku wyznaczy nam pierwsze spotkanie,

podążymy tym śladem, nim zmyje go fala.

Tak w gwiazdach zapisano.

I tak też się stanie.




piątek, 15 maja 2026

Wypchnięty z raju

 

matka mówiła

radź sobie jak potrafisz

skąpa w udzielaniu życiowych rad

to może nawet lepiej


ojciec wypchnął mnie

kopniakiem na szczęście

mówiąc bierz życie za rogi

chyba nie tak usłyszałem

zrozumiałem to dopiero teraz

towarzyszyła mi więc dewiza

bierz życie za nogi

brałem


babcia wspominała coś

o  kryształowo czystym źródle

i brudnych naczyniach które podstawiamy


dziadka zatracającego się w piciu

z niejednego źródła i przypadkowych naczyń

 nie dopuszczała do głosu


tak oto kamień wypluwa kryształy

wypchnięty z raju zabrałem ze sobą

wspomnienie źródła dobrego i złego

garść dojrzewających pokus


jutro skostnieję spokojem i rozwagą

dziś wciąż jeszcze pragnę wiatru



środa, 13 maja 2026

Majowy zawrót głowy

 a jeśli będziesz tylko myślą

a jeśli będziesz tylko duszą

a nawet jeśli zjawą mglistą

trudno

oswoję skoro muszę


a jeśli będziesz tylko ciałem

zielonym jeszcze

nazbyt młodym

ciągle lękliwym

niedojrzałym

zjem cię

uwielbiam smak renklody


a jeśli  będziesz tylko złudą

bez słów najprostszych i bez twarzy

to nic

wciąż wierzę

że się uda

to coś ze snu

z krainy marzeń


a jeśli sfruniesz mgłą poranną

co lubi się ze światłem kłócić

zostaw mi kartkę pod latarnią

że byłaś

jesteś

że znów wrócisz




wtorek, 12 maja 2026

SŁOWO NA DROGĘ (wersja rozszerzona)

 

gdy się jeszcze gdzieś kiedyś spotkamy,

tak jak tu, tak jak dotąd,

przy wierszu,

może zdradzisz, co jest tam za drzwiami,

bo ja nie wiem

a ty już mądrzejszy.


Ja na ziemi

a ty gdzieś tam w obłokach

w białej szacie i z dłońmi na piersi

i spoglądasz w moją stronę z wysoka

już spokojny

tym spokojem anielskim


Przecież nikt nas nie uczył umierać,

każdy z nas radzi sobie jak może.

Jeśli więcej w tej sprawie wiesz teraz,

W sen zapukaj nad ranem.

Otworzę.




Kraina cieni




że gdy spadną komety

to pod stopą zatrzęsie się ziemia

że sfruniemy z odległej planety

po kolejną złudę istnienia

po ten dotyk co całkiem bezkarnie

tłamsi duszę w niewoli ciała

po ten lęk który gasi latarnie


bo nie chciałaś

choć przecież chciałaś


nie umiałem

nie śmiałem

nie mogłem

w swoich lękach nie byłaś lepsza

zamykałem okiennice powiek

przed powiewem świeżego powietrza

unikałem twojego spojrzenia

śmiałych myśli też unikałem

niczym przybysz z krainy cieni


bo nie chciałem

choć przecież chciałem


ciągle jeszcze tak trudno uwierzyć

że gdy przyjdzie nam zderzyć się w locie

to powróci życie na ziemi

w tym bezludnym pozornie kosmosie

że nieśmiałe przelotne spojrzenie

może wzniecić iskiereczkę małą

i się stanie gorącym płomieniem


przeczuwałaś

ja też przeczuwałem


wtorek, 5 maja 2026

Na skrzydłach marzeń

 

fruną obłoki a z nimi ptaki
dorodne dzieci ziemi niczyjej
wchodzą wspinacze na górskie szlaki
idę wraz z nimi
sprawdzić czy żyję

fruną obłoki a z nimi ptaki
na skrzydłach marzeń frunę wraz z nimi
skała wyciąga ręce ku niebu
niebo wyciąga
ręce ku ziemi

fruną obłoki a z nimi ptaki
kamień pod stopą nie pragnie skrzydeł
tu jest u siebie to dzięki niemu
z wiarą bez lęku
ku szczytom idę

fruną obłoki kuszą wolnością
ja też mam pióro kartkę inkaust 
mam też wrażliwość która mnie wznosi
ponad szczytami
strof wybujałych