poniedziałek, 29 grudnia 2025

Bo czym jest serce

 

Bo czym jest serce
Wielkim żaglem
Wciąż zmienne wiatry go kołyszą
Jest wielki krzykiem
Wielką ciszą
Jest smutkiem kiedy pęka nagle

Z dobrego płótna jest utkane
Wśród silnych wiatrów i podmuchów
Lecz czasem
czasem tkwi w bezruchu
Stęsknione wiatru
Zrezygnowane

Lecz czasem
Same pośród morza
Jest pełne lęku pełne strachu
Bo gdzieś na mrocznym świata dachu
Sierpy błyskawic
tną przestworza

Gdy świat się nagle
w piekło zmienia
Gdy wszystko nagle w mroku znika
Nie chce być same
Chce sternika
Chce pana swego przeznaczenia


Skoczyć i nie utonąć

 

skoczyć i nie utonąć
da się i się nie da
mijam innych tak samo
samotnych wśród ludzi
na billboardach obrazy
uwodzą kłamstwami
sprawdzam szczerość zapachu
wierząc że nie łudzi

przychodzę z domu ślepców
laską się wspierając
na błędy wolę patrzeć
cudzymi oczami
nie zrozumiesz co znaczy
być ślepcem z wyboru
ufać mowie kamieni
dotykiem poznanych

oswoić ach oswoić
lęk przed zagubieniem
gesty samoobrony
odruch warunkowy

przypomnieć ach przypomnieć
wiszące na płotach
popękane skorupy
prawdziwej rozmowy



Złamane skrzydło

 

przy krawężniku martwy gołąb
złamane skrzydło
omszałe zapomnieniem
to jemu zazdrościłem wolności
której tak naprawdę nie ma
zapewne nigdy nie było

bo czy istnieje ta prawdziwa
czy zrasta się gdy ktoś złamie jej skrzydło
czy kiedykolwiek istniała 

po wrastające w trawę
nadzieję wolności
nikt już nie sięga
rozkłada się
przestaje być złudzeniem


OBIETNICE

 

chciałbym dać ci coś z siebie
lecz niewiele mogę
zacięła się szuflada
z pięknymi kłamstwami
szukam słów co kołując
osiądą jak motyl
zanim głodne spojrzenie
znów się przeszkli łzami

smutno mi
kiedy widzę jak wyciągasz dłonie
smutno zapewne trochę
i trochę też miło
wykruszam cząstkę siebie
nic więcej nie mogę
pod wiatr rzucam kłamstwami
by snem powróciły

nie uznajesz bezruchu
nie znosisz nicości
wbijasz we mnie spojrzenie
szare spokorniałe
odpycham je od siebie
w geście bezradności

nie mam więcej obietnic
wszystkie już rozdałem


czwartek, 11 grudnia 2025

Młodość



 młodość rozwiała się jak dym

w ogniu co wszystko

w popiół zmienia

nieważne jak

nieważne z kim

gdzie kiedy po co

bez znaczenia


i choć już o czym innym śni

serce się wciąż

z rozumem kłóci

bo także tęskni

tak jak my

za tym co było

i nie wróci


dziś strzeże ją już inny dach

a może nawet

nikt nie strzeże

wierci się w niespokojnych snach

którym nie trzeba już

pacierzy


a my radzimy sobie bez niej

kolejnym zrywem i przygodą

bo mamy swoją drugą

trzecią

a czasem nawet

piątą młodość


lecz gdyby nawet i dziesiątą

jej czas nie zanikł

nie przeminął

bo wiemy dobrze

że już zawsze

będzie tą jedną

i jedyną