oto wiersz
przyniesiony przez bociana
nawet jeśli przyszedł na świat z miłości
nie zatracił zapachu kapusty
w której złożono go w chwili narodzin
oto wiersz
w którym łatwopalna mieszanina powietrza i światła
za sprawą twórczej iskry rozsadza teorię wszystkiego
przeistacza smoka o skrzydłach jaskółki
w jaskółkę o skrzydłach smoka
oto wiersz
wsłuchany w dumkę o wysokich lotach
z metaforą zaczepioną stopami o księżyc
w kołysce źródła skraplającego się wersami
pomiędzy mleczną drogą a spadaniem
pomiędzy jawą a snem
zapomnieniem a nieśmiertelnością
to on przynosi bociana a nie bocian jego
nie miłość go rodzi tylko on rodzi miłość
w kołysce pięknych słów i wrażliwości
czekając przez lata że ktoś kiedyś
przytuli go do serca i skryje dożywotnio
pod twardniejącą skorupą zmarszczek
oto ja
też zrodzony z miłości zapatrzony w ptaki
w poczuciu fantomowych skrzydeł
nie patrzący w dół
nie myślący o upadku

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz