środa, 21 sierpnia 2019

BEZ WIELKICH SŁÓW

Wiatr wykrusza gałęzie, ogród się nie gniewa,
czas to wszystko wysprząta i uleczy rany,
psim językiem zaliże kruchość ran szarpanych,
resztę zmyje z alejek najbliższa ulewa.
Tu cisza jest muzyką, tą od Beethowena.
Szary beton zazdrośnie podchodzi pod bramy,
zarasta ciemną korą grot wyrytej strzały.
Serca już nie rozpoznasz. Imion też już nie ma.

Głód życia we mnie wielki, jak u młodych saren,
śpiew duszy też zapewne znany tylko ptakom.
Wciąż wyję do księżyca, z wdzięczności za lato,
i spijam dzikość wina. Rozmawiam z kasztanem.
Szelest wyznań nas łączy i wzajemne noce,
poranne picie rosy, nocne światłogranie...

Ja oparty o drzewo, drzewo wsparte na mnie,
cicha przyjaźń bez wielkich słów i zauroczeń.

Brak komentarzy: