pamiętam stopę
na górskim kamieniu
i prośbę źródła
bym się tak nie spieszył
kuszącą srebrem
pięciolinię szczytów
głodnych melodii
które skraplał wieczór
pamiętam jeszcze
dostojną koronę
na siwej skroni
zawierzonej śniegom
i to wyzwanie
którym mnie kusiła
skalista hardość
oparta o niebo
pamiętam czarne
kołujące cienie
znaczące niebo literami
które
splotły się w locie
i sfrunęły słowem
na białą kartkę
razem z orlim piórem
pamiętam jęki
zmęczonego wiatru
i śpiew gałęzi
wysoko na drzewie
ciebie nie było
gdy rodził się wiersz
choć…
może jednak
sam już teraz nie wiem

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz