niedziela, 25 stycznia 2026

MAGIA TRZECH LITER

 

nazwałem wiersz twoim imieniem
i świat się zaśmiał
ten mój świat
jakby kruszyły się kamienie
wydarte ze stwardniałych dat

nazwałem wiersz tym co mi drogie
dodałem rym i kilka nut 
teraz unosi się nad progiem
czeka aż wejdziesz
w ten mój próg

wiersz ten ukryłem pod imieniem
a sam pod maską kryję twarz
choć wiem
że nie ma to znaczenia
bo twarz spod maski
dobrze znasz

nazwałem wiersz tym co ukryte
bym kiedyś go odnaleźć mógł
i strzepnął kurz z różańca liter
co źródłem
wiekopomnych słów

dodałem jeszcze płomyk marzeń
w smugę zmieniłem
szept i krzyk
i teraz świecą jak w lichtarzu
te trzy litery
tylko trzy

i lewituje barwnym dźwiękiem
nutami nut i tęczą tęcz
ten wiersz
co chciałby mnie wyręczyć
w wyznaniu które…

zresztą wiesz


KAMIENNE KWIATY

 

tak
chyba tak
na pewno tak
z tamtej krainy przychodzę
na butach kurz
na butach ślad
kamieni zdeptanych w drodze

chyba mnie znasz
lepiej niż ja
po martwych oczach poznałaś
stłumiony blask
kamienna twarz
serce bezdźwięczne jak skała

nie słychać go
choć rytm swój gra
całkiem nieznany światu
serce przybyszów
takich jak ja
z krainy kamiennych kwiatów

chyba mnie znasz
a jeśli nie
próbuj udawać że może
dobry i ten
kamienny kwiat
skoro kamienne przestworza

przychodzę tu
z innego snu
i wciąż o twoim marzę
a to marzenie
to ocieplenie
na skamieniałej twarzy


czwartek, 15 stycznia 2026

SMUTEK I MELANCHOLIA

 przylatują wieczorem

gdy dzień się wystudza

moje okno już czeka

dwa cienie

dwa ptaki

dokarmiam je spojrzeniem

zbierają okruchy

zostawiają na szybie

nieznane mi znaki


na tej szybie

do której

swoją twarz przytulam

której lęki zawierzam

jak dłoniom matczynym

przylatują tak ufnie

w prostocie potrzeby

odlatują tak pięknie

że lecę wraz z nimi


unosimy się razem

razem osiadamy

złączeni wspólnym lotem

na skrzydłach ośmieleń

ten jeden ptak

to smutek

drugi melancholia

dokarmiam je jak mogę

a mogę niewiele



Księżycowe nutki

 

a księżyca dzisiaj tyle
że się budzę w gwiezdnym pyle
i otulam się jesienią
jeszcze pośpię
jeszcze chwilę
jeszcze nurzam się w niebycie
i odświeżam sen o lecie
jeszcze nie chce się powiekom
snom rozgrzanym
jeszcze chce się

noc ostatnia
pokazała co to śmiałość
co gorączka zdziałać może i odwaga
moja dusza rozebrała się do naga
zadziwiła purytańskie grzeczne ciało

a ten księżyc taki wścibski
a ten księżyc taki piękny
nuci z nami bezszelestnie
podkradane wiatrom wersy
złoci myśli
srebrzy ciała
bieli senne drzewa w lesie
jeszcze nie chce się powiekom
snom rozgrzanym
jeszcze chce się

od księżyca
to od niego się uczymy
co noc taka może zrobić z głodnym ciałem
moja dusza rozebrana już do naga
twoje ciało kroczy za nią spokorniałe


wtorek, 13 stycznia 2026

Teoria wszystkiego

 oto wiersz

przyniesiony przez bociana

nawet jeśli przyszedł na świat z miłości

nie zatracił zapachu kapusty

w której złożono go w chwili narodzin


oto wiersz

w którym łatwopalna mieszanina powietrza i światła

za sprawą twórczej iskry rozsadza teorię wszystkiego

przeistacza smoka o skrzydłach jaskółki 

w jaskółkę o skrzydłach smoka


oto wiersz

wsłuchany w dumkę o wysokich lotach

z metaforą zaczepioną stopami o księżyc

w kołysce źródła skraplającego się wersami

pomiędzy mleczną drogą a spadaniem

pomiędzy jawą a snem

zapomnieniem a nieśmiertelnością

to on przynosi bociana a nie bocian jego

nie miłość go rodzi tylko on rodzi miłość

w kołysce pięknych słów i wrażliwości

czekając przez lata że ktoś kiedyś

przytuli go do serca i skryje dożywotnio

pod twardniejącą skorupą zmarszczek


oto ja

też zrodzony z miłości  zapatrzony w ptaki

w poczuciu fantomowych skrzydeł

nie patrzący w dół

nie myślący o upadku



wtorek, 6 stycznia 2026

NIE DLA MNIE KORONA, NIE DLA MNIE

 

dlaczego nie urodziłem się właśnie wtedy
dlaczego w betlejemską noc
nie dołączyłem do tamtych trzech
nie zostałem czwartym królem
moja mama gdy żyła
kodowała ich imiona po swojemu
Kacper Majcher i Baltazar
wtedy się śmiałem
dziś moje wspomnienie skrapla się
inną już solą

wcale nie musieli być królami
być może byli mędrcami
cokolwiek to wtedy znaczyło
a ja nie mędrcem jestem tylko przemądrzałkiem
ale to nie powinno przeszkadzać

zastanawiam się jakie mógłbym mieć imię
co mógłbym zanieść dziecinie
iPhonów wtedy nie było 
piach w butach na pustyni też mnie nie rajcuje
gwiazdy nie potrafiłbym odróżnić od drona

nie nie nie
to jednak kiepski pomysł
daję delete naciskam enter
a matka…

zapewne uśmiecha się patrząc z góry
wciąż jeszcze nosi mnie na rękach


niedziela, 4 stycznia 2026

Ballada o sennych żywopłotach

 


marzę w ciemności żebym tak

mógł kiedyś dostrzec cię wyraźniej

tylko ta ciemność

tylko mgła

przykrywająca wyobraźnię


tylko ten oddech

tylko szept

za żywopłotem nieistnienia

oczekiwanie chwili tej

w której wyfruniesz iskrą z cienia


o tak

niewiele trzeba bym

twarz twoją poznał i twój dotyk

tylko ta niemoc sennej mgły

tylko te senne żywopłoty


tylko ten ranek który już 

puka do okien niecierpliwie

tylko te sny

ta senne mgły

tylko te łzy na mokrej szybie