twoje czekanie pozornie kruche
wtapia się nocą w płomyk świecy
tańczy samotnie
kołuje niewidzialnym duchem
co lewituje by tęczą wzlecieć
nad martwym oknem
twoja nadzieja zwodzonym mostem
podnosi głowę z każdą godziną
wstawania z kolan
by mogła poczuć złudę lekkości
jak skała której skrzydła przypinasz
jak wolna wola
a twoje myśli wciąż nieprzejrzyste
szukają światła co złoci kłosy
i co dobarwia
jak promień słońca w złotej kołysce
jak światło rosy w ogrodzie nocy
jak ogon pawia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz