niedziela, 27 września 2026

W zieleni i złocie

 

rumienisz się

rumienisz

rumieńcem świat podpalasz

iskierką i płomykiem

tańczącym w rytm zegara


płomienisz się

płomienisz

rozgrzanym świecisz wnętrzem

bez dymu i popiołu

bez szyb zraszanych deszczem


różowisz się

różowisz

lęki w pragnienia zmieniasz

jak róża przed zerwaniem

w przeczuciu zniewolenia


zielenisz się

zielenisz

wśród wizji nieprzejrzystych

nie próbuj tego zmienić

i nie wystudzaj myśli


dobarwisz się

dobarwisz

czas cię ozdobi złotem

ale na razie nie myśl

o tym co przyjdzie potem


wyzłocisz się

wyzłocisz

obrączką przed ołtarzem


poświatą złotych liści

gdy przyjdzie się zestarzeć


środa, 23 września 2026

Dzieje się

 

Działo się. Wciąż się dzieje. Tylko włosy bielsze.

Ta biel cudem się zdaje. Ty też cudem jesteś.

W kolejnym kalendarzu przepisy na szczęście.

To nic, że już pół wieku. Pociągniemy jeszcze.

Nad łóżkiem dekoracje z wczorajszych podróży,

na zdjęciu, przy poduszce, uśmiecha się matka,

zasłony sama szyłaś, kiedy dzień się dłużył,

gdzieś w tle żeliwny moździerz i naftowa lampa.

Podkowa w progu domu wizją szczęścia mami,

na ścianach zapis życia w grubych złotych ramach,

w kuchennych zakamarkach słoje z przetworami,

w powietrzu zapach chleba, który pieczesz sama.

Ptak, dobrze nam już znany, przysiadł na balkonie,

na jedenastym piętrze czuje się jak w niebie.

Wabi go zapach kwiatów. Bratki i begonie,

przybrane szatą bluszczu, to cząsteczki ciebie.


Kwiat w doniczce, ptak w oknie, kalendarz na ścianie,

wiersze, którymi głoszę, że zawsze i wszędzie...


Od pół wieku niezmiennie, podając ci kawę

odmieniam w myślach słowa:

b y ł a ś, j e s t e ś, b ę d z i e s z,



--

poniedziałek, 14 września 2026

fraszki na Klub w temacie wola i paw

 

WOLNA WOLA



chciałem ci zdradzić

plany na przyszłość

i czego chciałbym w życiu dokonać

by móc naprawić to

co nie wyszło

 ty odpowiadasz 

wolna wola



nie wiem

co chciałeś przez to wyrazić

tym beznamiętnym i smętnym tonem

ale odbieram to jak obrazę


uważam

że mam szybką wolę





***

piałem z zachwytu

na widok pawia

lecz już nie będę

już się zraziłem 

tym że się wypiął

do mnie plecami

rozłożył skrzydła

pokazał tyłek





Sen o posmaku earl grey

 

przyszłaś boso

i to było piękne


już się martwiłem

nie odnalazłem cię we śnie

próbowałem w wierszu

pomyślałem że może nie ta ulica

nie ten dom

nie ten sen

a przecież przyszłaś

boso

i to było piękne


milczenie szept modlitwa

do Boga do ciebie do nikogo

do jasności szarości ciemności

pewności stanowczości kruchości

naiwności nadziei zwątpienia

że może jednak nie ty

nie ja

a przecież przyszłaś


bardziej od nas cieszył się deszcz

trawa o smaku earl gray

rynna w amoku jam session

wszystkie inne wybryki natury

do których klanu chcielibyśmy

wstąpić na równych prawach


przyszłaś boso

i to było piękne



SAMOTNOŚĆ

 

twoje czekanie pozornie kruche

wtapia się nocą w płomyk świecy

tańczy samotnie


kołuje niewidzialnym duchem

co lewituje by tęczą wzlecieć

nad martwym oknem


twoja nadzieja zwodzonym mostem

podnosi głowę z każdą godziną

wstawania z kolan


by mogła poczuć złudę lekkości

jak skała której skrzydła przypinasz

jak wolna wola


a twoje myśli wciąż nieprzejrzyste

szukają światła co złoci kłosy

i co dobarwia


jak promień słońca w złotej kołysce

jak światło rosy w ogrodzie nocy

jak ogon pawia




Biała flaga

 

jeśli ktoś się pojawi

w jej domu

temu przyzna w porywie odwagi

że jej biel to biel białej flagi

że chce ulec

lecz wciąż nie ma komu


tam za oknem

w warkoczach latarni

pełne życia rozmowy i twarze

tu po ścianach

przechadza się księżyc

też samotny

i też pełen marzeń


gładka pościel

wciąż wolna od grzechu

już zmęczona tą bielą bez skazy

a poduszka jak wyspa bezludna

o Piętaszku wciąż marzy

i marzy


tylko zegar

coś szepcze pod nosem

bezimiennie i beznamiętnie

kurantami przebudza samotność

jemu dobrze

nie pragnie nic więcej




środa, 9 września 2026

To moje NASZE życie

 

jeśli moje życie skazane zostało na to

by gdzieś zmierzać

to coraz częściej kroczy po własnych śladach

parkową alejką w kierunku tamtej ławki

na której kiedyś bladym świtem

dziękowaliśmy gwiazdom

za nieprzyzwoitość obietnic ignorujących

chichot galaktyk i smutek nocy


jeśli miałbym jednak uznać

że nic nie dzieje się przypadkiem

to późniejsze rozstanie też było

zapewne reżyserowane przez bezwzględne siły

ciemnej strony mocy


zawieszonemu na granicy światów łatwiej jest

tłumaczyć wszystko ruchem planet

ale biedny kot wciąż za tobą tęskni

tuli się do pozostawionej bluzki

nie mam sumienia mu tego zabronić

ani poprzez podniesienie pokrywy śmietnika

rozprawić się z kapsułą czasu

przecież tak mało ciebie zostało


czy kocia tęsknota też do czegoś zmierza

czy małe futrzaki widoczne są z gwiazd

tego nie wiem staram się nie myśleć

podobnie jak o magnetycznej mocy tamtej ławki

ani jakiej sile grawitacji i przyciągania

podporządkowane zostało teraz moje życie


to moje NASZE życie




niedziela, 6 września 2026

Przez próg nocy

 

przez próg nocy przemykam

przez mglistą zasłonę

przenikam przez jej szarość

rodzącą się bielą

słowo wczoraj zawieszam

wśród liści kasztanów

nieśmiałe słowo jutro

podświetlam nadzieją


przez próg nocy przemykam

oswajam marzenia

buduję chatkę z gliny

na wyspie nieznanej

składam tratwę z gałęzi

podkradanych drzewom

nie bojąc się tej chwili

gdy nadejdzie ranek


przez próg nocy przemykam

po śladach rozmytych

omijając kałuże

lęki

niepokoje

rano znów mnie powita

miękki dotyk świtu

i włosów

co nie moje


a tak bardzo moje


Kwiat o imieniu Julia

 

przedsionek szczęścia

przypływ pierwszej fali

nieznane ciepło jak pierwsze promienie

to jak czekanie na coś

jak marzenie

co kusi magią i blaskiem z oddali

jeszcze dalekie ale już je czujesz

jeszcze tajemne lecz już w pełni twoje

odbiera spokój słodkim niepokojem

płochliwe serce zerwać się próbuje


już wiesz

że właśnie dojrzewają skrycie

wszystkie marzenia niewinne i białe

że jest to chwila na którą czekałaś

chwila dla której wymyślono życie

tej pierwszej chwili właśnie wyczekujesz

gdy się pojawi jak wschodzące słońce

nieśmiało dotknie twej dłoni gorącej

i pierwszy dotyk ogniem eksploduje


już wiesz

że właśnie w piękny dzień wrześniowy

otwierasz pąki i stajesz się kwiatem

w zieleni liści i barw przebogatych

w bogactwie soków nieznanych i nowych

w zamgleniu marzeń ciągle jeszcze białych

z głową wzniesioną ku niebu wysoko

pozdrawiasz słońce

kłaniasz się obłokom

i spijasz radość o smaku dojrzałym


już wiesz

że w całej tej pięknej przemianie

wciąż jesteś Julią i Julią zostaniesz